platforma blogowa portalu gazeta lubuska

Czym zajmują się moje koleżanki w pracy…

Modlitwa kobiety przed posiłkiem:
“I spraw, Panie Boże, by te wszystkie kalorie poszły w cycki!”

Gra wstępna jest bez sensu.
To tak jakby trąbić przez 15 minut przed wjazdem do garażu.

Dlaczego panny są szczuplejsze od mężatek?
Bo panna wraca do domu, patrzy, co ma w lodówce i idzie do łóżka.
Mężatka wraca do domu, patrzy co ma w łóżku i idzie do lodówki.

Dlaczego huragany dostają imiona kobiet?
- Bo najpierw są cieple i wilgotne, a pozniej zabierają domy i
samochody.

Przychodzi baba do lekarza:
- Panie doktorze, na wstępie pragnę zaznaczyć, że jestem jeszcze
dziewicą
- A to się świetnie składa, bo ja właśnie jestem lekarzem pierwszego
kontaktu

P: Jaka jest najczęściej spotykana wada postawy u żonatych facetów?
O: Dupa na boku.

Dzwoni telefon. Mąż mówi do zony:
- Jak do mnie to powiedz, ze nie ma mnie w domu.
Zona odbiera i mówi:
- Mąż jest w domu…
Mąż:
- Czemu tak powiedziałaś, przecież mówiłem?!?
- Bo to był telefon do mnie! – odpowiada zona.

Dialog
- Ożenisz się ze mną?
- Nie.
- To złaź!

Kolega dzwoni do kolegi:
- Wpadaj do mnie, są dwie znajome, zabawimy sie!!
- ładne???
- Wypijemy, będzie ok…

Koleś postanowił się żenić, idzie rozmawiać ze swoja matką:
- Mamo, zakochałem się i będę się żenił, ona też mnie kocha i będzie
nam wspaniale.
- Eh, no dobrze, ale muszę ją poznać.
- To ja ją przyprowadzę, ale przyprowadzę też dwie inne koleżanki a
ty zgadniesz, która jest moją wybranką..
- Niech i tak będzie.
Następnego dnia typ przyprowadza trzy laski. Dziewczyny siadają na
kanapie, naprzeciw nich staje mama kolesia, przypatruje się chwilkę
- To ta ruda pośrodku.
- Dokładnie. Skąd wiedziałaś?
- Bo juz mnie wkurwia!

Kobiety dochowują tajemnic, grupowo, po 20-30 osób.

Przychodzi gruba baba do lekarza. Lekarz pyta:
- Bierze pani te tabletki na odchudzanie?
- Tak, biorę.
- A ile?
- Ile, ile… Aż się najem!!

Takie maile wysyłają:). A ja czytam całkowicie bezkarnie, bo jestem na zwolnieniu lekarskim – prawie do końca lutego.

Mieć romans z Chinczykiem

MK091112_113

Agnieszka wysłała mi urodzinowego sms: „100 lat1 Zdrowia, szczęścia, miłości i miłości… Coś się dziś tak zamelinowała? Dodzwonić się dziś nie sposób!”.

Zamelinowałam się z tego powodu, że przeryczałam cały urodzinowy wieczór.

- Popsujesz sobie urodziny – stwierdziła Malinka. Proroczo bardzo.

- O co chodzi? – drążył Boras. W prostym żołnierskim słowie kazałam my wynosić się z pokoju. – Ups, twoja żona cię nie kocha – zobrazowała mu M.

Ryczałam dalej. Powód? Nieznany do dziś, nawet mi. Agnieszka na ten spleen miała jedną radę. Żebym się napiła. Bo jak nie przesadzę, to po alkoholu będzie lepiej.

Nie było.

W związku z tym Aga kazała, żebym uszyła sobie… futro.
Napisała: „Ja mam od sześciu lat. Dostałam od babci rude lisy, cudo! Uszyj latem, taniej. Trzymam u rodziców w garderobie i wietrzę ma mrozie. Co roku na początku sezonu wbijam w nie i stwierdzam przed lustrem, że ciągle jestem na futro za młoda. Nic tak nie poprawia humoru!!! Tak chyba dobiję do 50. urodzin. Nich sobie powisi…”.

W moim nastroju to ja bym prędzej jednak zawisła. Aga mobilizowała mnie, że mam się nie rozklejać. Potem pouczyła mnie, że mogłabym mieć romans z Chińczykiem albo innym skośnookim, bo tam nowy rok wypada w walentynki i przynosi szczęście.

Oszalała ta Agnieszka kompletnie.

 - A skąd ja wezmę w Zielonej Górze Chińczyka? – zadzwoniłam do niej z wyrzutem, rycząc i smarkając do słuchawki.

- O, jak tobie tak kreatywność spadła, to ja natychmiast do ciebie jadę, bo rzeczywiście jest z tobą źle – zdiagnozowała mnie A.

I przyjechała.

 I od razu było lepiej.

No niestety, nie mam wyjścia

 

- Mamo, przedszkole jest bez sensu – oznajmiła Malinka.

- Dlaczego? – zadałam sakramentalne pytanie, które otwiera Malinkę i zachęca do najróżniejszych słownych wycieczek, pomysłów itd.

- Bo jest tak samo, jak w żłobku. Też trzeba leżeć na leżaczku.

- Jak nie chcesz, to nie musisz. Ale przecież ty uwielbiasz spać i jak szłaś do przedszkola, to pytałaś się, czy na pewno będą tam leżaki. Bo ja nie, to ty nie chcesz iść do przedszkola.

- Ja pamiętam, że tak było. Ale wtedy było lato i ja byłam mała. A teraz jestem już duża i zmieniłam zdanie – prychnęła Malinka. I tu popłynęła opowieść, jaki to znalazła sposób, by wyplątać się z leżakowania, z którego już podobno wyrosła. Okazuje się, że leży, leży, ale nie śpi.

- Wiesz, tylko zamykam oczka, ale tak naprawdę to nawet na chwilę nie zasypiam – zakończyła Malinka. Łypiąc na mnie czujnie tymi wielkimi swoimi ślepkami.

Bo Malinka to jest rasowa dyplomatka i zawsze mówi to, co chce usłyszeć dana osoba. A w tym momencie biedaczka nie mogła określiłoś po mojej minie, czy pochwalam jej wyjście z sytuacji, czy może jednak nie.

Dlatego dla pewności Malinka dodała: – Ale wiesz, to nie jest mój sposób tylko wujka Piotra. Tego od cioci Małgosi ze wsi, wiesz. On powiedział, że mam tak robić z tym leżakowaniem. No i niestety, muszę realizować jego plan! Nie mam wyjścia!

Umarłam. Udusiłam się ze śmiechu. Moja córka mówi już takim językiem, że…

No, jak ona tak zaczyna, to wiadomo gdzie skończy.

W polityce!

Kropka.pl

 

- Malina, ty weź się za naukę czytania. Tym masz już cztery lata. Ja mam już dość ciągłego pobłażania tobie. W twoim wieku Andrzej już czytał - wydał z siebie góos Boras.  – A ty Malina co?

- A ja nic. I kropka.pl.

Izka, Ty wiesz

- Jak ja zaczynam czytać „Malinki”, to mam zawał serca, a potem czuję się coraz gorzej – wyznała Izka. – Przedstawiasz mnie w nich jak psychiczną, niedorozwiniętą osobę i w ogóle że jestem świrnięta. Dlaczego nigdy nie napiszesz, że umiem świetnie gotować i wielokrotnie ratowałam cię od śmierci głodowej? Nie wspomnisz nawet słowem o tym, że jestem ciepłą, bliską i przyjazną wszystkim osobą. Że jestem kochana, wspaniała, cudowna i uwielbiasz mnie. Że jestem najwspanialszą matką chrzestną dla Malinki.

- I skromna jesteś – rzuciłam.

- Muszę się sama reklamować, bo ty jesteś podła i nigdy mnie nie chwalisz – obraziła się Izka.

Niniejszym więc chwalę…

I choć znam Izkę od 18 lat, to czteroletnia Malinka jednak lepiej wyczuwa ciotkę niż ja. Wie, że jest łasa na pochwały.

- Kocham ciocię najbardziej na świecie – oznajmia każdorazowo M., gdy zobaczy Izkę na horyzoncie lub usłyszy. A słyszy 100 razy dziennie, bo Izka ma do mnie darmowe minuty. Przydają się, bo jest przecież tyle spraw do omówienia. Niektóre wałkujemy od lat i ciągle nie mamy dosyć.

Skąd te wynurzenia i takie publiczne chwalenie Izki? Skąd dziś więcej o niej niż o Malince? Bo po pierwsze – spłacam dług. Po drugie – w piątek mam urodziny i tak jakoś sentymentalnie mnie naszło, że tylko ta wariatka pamięta mnie sprzed lat. Nie muszę jej tłumaczyć wszystkiego do Adama i Ewy. Łapie w lot. Pamięta nasza największą życiową wpadkę, gdy publicznie okazało się, że mi słoń na ucho nadepnął, a ona powłóczy lewą nogą…

To się już się nie nazywa przyjaźń. To już jest coś więcej.

Izka, dzięki za nasze wspólne lata. Obiecują, że jak będziesz w domu starców, to… Sama zresztą wiesz, co Ci kiedyś obiecałam

Kangurek

Z cyklu rozmowy przed wyjściem do przedszkola:

- Wiesz, kogo ja najbardziej na świecie kocham? - pyta Malinka.  

- No – nokam ja.

- Kangurka.

- Co?

- A co? Kangurek ci się nie podoba?

Noc padlinożerców

 

- Ci, masz nic do mnie głośno nie mów – zarządził szeptem Boras, gdy kładł się wczoraj w nocy do łóżka.

- Ale dlaczego? – spytałam normalnym głosem.

- Bo obudzisz Malinkę i przyjdzie do nas. A ja nie mogę z nią spać w jednym łóżku, bo się nie wysypiam. Mówięc ci, leż bezgłośnie.

W tym momencie do pokoju weszła Malinka.

- A mówiłem, że obudzisz jednego z padlinożerców… – wkurzył się B.

Piersi mogłyby urosnąć :)

 

Za miesiąc z okładem Malinka będzie miała cztery lata. W związku z tą nieuchronnie zbliżającą się już starością, ma dziecina różne pomysły na swoje przyszłe życie. Przeważnie rozpatruje jednak opcje negatywne. Czyli mówi, kim nie będzie i czego absolutnie nie wyobraża sobie. Oznajmia Malinka na przykład trzy razy dziennie, że na 100 procent nie chce mieć dzieci.

- Dzieci nie są takie złe – stwierdziłam. – Ty na przykład jesteś śliczna, mądrą i zdolna. Jesteś naszym skarbem. Pitulką naszą najdroższą. Myszeczką najukochańszą.

- No tak, ale ja już przecież jestem – prychnęła M. W domyśle, że takie cudo, jak ona to dwa razy się na świecie nie zdarza.

- Ale twoja córeczka może być taka sama, jak ty – tłumaczyłam.

- Nie może. Synek też nie. A tak w ogóle to ja nie chcę być duża. Chcę zawsze być mała – zażyczyła sobie Malinka..

- Zawsze się nie da. Nie będziesz miała lepiej niż inni. Bo jakbyś nie wiedziała, to każdy dorosły chciałby być sobie dzieckiem i mieć superżycie – powiedziałam. I natychmiast uświadomiłam sobie, że własne dziecko okłamuję. W życiu nie chciałabym mieć już pięciu, dziesięciu, a nawet 15 lat. Czym to się różni od starości? Jest się bez wszystkich zębów (i co z tego, że mlecznych). Jest się totalnie zależnym ekonomicznie od kogoś, kto uważa, że wszystko wie lepiej od ciebie. W ogóle dzieciństwo i starość to zejście jakieś w obecnym wydaniu.

Jeśli już „chwila” miałaby trwać wiecznie, to chciałabym zawsze być po tzw. lepszej stronie trzydziestki. I bez męża. Bo wiele jest prawdy w powiedzeniu Izki, że pierwszą część życia psują nam rodzice, a drugą mężowie… Ci ostatni nawet bardziej, bo im się wydaje, że mają do tego większe prawo. To już lepiej mieć dzieci niż męża. Tymi złotymi myślami natychmiast podzieliłam się oczywiście z Malinką.

- Ale ja nie chcę mieć dzieci! – przypomniała mi. – Ale piersi to mogłyby mi już urosnąć…

Poporządki małe

 Matko Boska, jak ja męża znalazłam? To była pierwsza myśl, jaka naszła mnie przy świątecznych porządkach.

Natknęłam się bowiem była na zdjęcia – z liceum.

 Dlaczego nikt mi nie włożył wtedy do ręki grzebienia i nie zakazał ścinać włosów?

W ramach czyszczenia szuflad wyrzuciłam też: dwa bilety autobusowe z 1991 roku, świadectwa uczestnictwa w trzech olimpiadach polonistycznych, akt mianowania na kolonistkę.

- Teraz ty Boras – zarządziłam.

- Co ja?

- Teraz ty sprzątasz swoje szuflady!

Boras zamarł. Bo  o ile ja gromadzę tylko wybrane rzeczy, to on dosłownie wszystko. Z niczym się nie rozstaje, bo jego zdaniem każdy przedmiot może się przydać. Nawet okucia do szafek kuchni w mieszkaniu, w którym nie mieszkamy już od czterech lat.

- Synu, pada ostatni bastion twojego ojca – rozpaczał Borek czyszcząc swoje trzy szuflady. Stałam nad nim jak kat, bo wiedziałam, że na pewno będzie chciał coś przemycić.

- O nie, do kosza z tym – wrzasnęłam. Widząc, jak chowa do kieszeni swoją legitymację zdrowia… studenta!

- Ale chciałbym za kilkanaście lat przejrzeć ten dokument i widzieć na własne oczy, jak bardzo byłem zdrowy – tłumaczył Boras.

Mikołaj ma się starać

Babcia dała Malince grającego Świętego Mikołaja.

- Tylko pilnuj go, bo Malinka czai się, żeby obciąć mu brodę nożyczkami – pouczyła mnie matka. – Chce go też rozebrać z kubraczka i wyrwać czapkę.

- Wyrwę mu z włosami – uściśliła M.

- Ale dlaczego?

- Bo tylko Czerwony Kapturek może chodzić w czerwonym ubraniu – wytłumaczyła rezolutnie.

- Mikołaj też ma i zawsze miał czerwony kubraczek. I białą brodę – historycznie argumentowałam.

- Ale nie mój. Mój nie będzie miał stroju ani brody – upierała się Malinka.

- To skąd ktoś inny będzie wiedział, że to jest Mikołaj?

- Bo śpiewa kolędę… To niby kto to miałby być? – popatrzyła na mnie moja córka. Z wielkim politowaniem. Matka o mało nie udusiła się ze śmiechu, a potem nie pękła z dumy, że jej wnuczka taka mądra jest. Z drugiej jednak strony powtórzyła żądanie pilnowania Mikołaja przed Malinką. Zrobiło się to o tyle łatwiejsze, że zainteresowała się innym aspektem bytności Świętego. Mianowicie rozdawaniem prezentów.

- Napisaliśmy list, co byśmy chcieli – oznajmił Andrzej. – W imieniu Malinki pisałem ja, bo ona nie umie, a po drugie spała.

W tym liście oznajmili, że byli grzeczni („przynajmniej w mojej ocenie” – asekurował się Andrzej). Że chcą grę i Barbi, ale prezent musi być wręczony w „widowiskowy sposób”.

- Nie że pod łóżko włoży paczkę albo pod poduszkę. Niech się bardziej postara – wytłumaczył Andrzej.